Dominik Bułka
retarted offspring of 5 monkeys having butt sex with a fish squirrel...
ilustrujący rzeczy różne typek
Blogosfera Exklusiva jakby mocno zamarła. Dla zasady więc w przerwie między pracą, a rzeczami, które z pracą nie mają wiele wspólnego - drugi w tym roku wpis. Tylko pisać o czym nie ma… Wkrótce na pewno.
I dźwięk na koniec:
Czego potrzeba człowiekowi po dwóch, trzech tygodniach dziwnego słaniania się ze wzlotami i upadkami, z uczuciem wszechogarniającego lenistwa? Dobrego filmu.
Każdemu będzie w takiej sytuacji pewnie pasował inny… ‘Ghostbusters’? Czemu nie. ‘King Kong’? ‘Driving Miss Daisy’? A może te i wiele innych na raz? Tjaaaa, właśnie z rocznym opóźnieniem obejrzałem ‘Be Kind Rewind’ Gondry’ego. Nie byłem świadomy nawet istnienia tego filmu, jakiś strasznie musiałem być chyba zajęty zeszłego lutego chyba, może pracowałem dla odmiany… Tak czy inaczej, nie sprawdzałem zbytnio tego tytułu przed obejrzeniem, zobaczyłem tylko w obsadzie Mos Defa i mi wystarczyło.
Nie jestem zbyt wymagający jeśli chodzi o filmy ostatnio, te które mają być super ekstra, a do tego poważne, mnie zwyczajnie nudzą i śmieszą w ten zły sposób. Jedynie ‘Milk’ daje radę, ale już Clint Eastwood jako stary weteran kontra kolesie w kretyńskim samochodzie?
Może i ma te swoje znaczenia i wszystko to co sprawia, że niby nie oglądamy chały. Ale dialogi są jak z akcji filmu klasy niższej, sceny posklejane… ziewww. Daniel Craig kontra Niemcy i kolaboranci? Media już sieją ferment, a w filmie nawet nie wspominają, że to Polska, czy Polacy, tylko cholerna Bialoruś, niech tam się przejmują. Średni film, napompowany, ale można obejrzeć… Zaraz, nie o tym, nie o tym.
‘Be Kind Rewind’ jest filmem dla tych, którzy czują lekki obciach oglądając komedie z Sandlerem (nawet duży i nawet jeśli jest tam Torturro), a nie mają siły na Kate Winslet w ‘Revolutionary Road’, robiącą minę zbitego psa w co drugiej scenie - oscar murowany. Fani Gondry’ego będą usatysfakcjonowani, fani zdrowego rozsądku, przez dłuższy czas - nie. Scenografia i plany, zdjęcia, klimat, Danny Glover, Mia Farrow, Mos Def, dialogi, pomysł - genialne. Początkowe wrażenie, że film jest debilny - mylące. Jack Black - no cóż, gra w tym filmie, ale nawet pasuje.
‘Be Kind…’ to bajka - zabawna i wzruszająca. To kino o kinie, kino o Was oglądających filmy i kino o cholernej jego magii… Robię się miękki na starość. To jest zwyczajnie kino dobre, bardzo, jak i cała akcja wokół niego.
Dla wielbicieli patriotycznych akcentów - mechanik w filmie: ‘Polish or not, she’s still a girl.’
Karp Cleesa w wannie, choinka Chase’a z wiewiórką w płomieniach, sylwester ‘Przyjaciół’ z zepsutą klimatyzacją, kac w co drugiej komedii o amerykańskich nastolatkach granych przez ludzi, którzy mogliby być moimi rodzicami, czy raczej kogoś w moim wieku, kogokolwiek innego… Każdy ma swoje rytuały na koniec roku, listę noworocznych postanowień, czasem postanowienie, żeby raz jeden zupełnie odciąć się od tego i siedzieć w domu. W małym typowym miasteczku gdzieś na zachodzie Polski, wiele osób miało jeden wspólny obyczaj, czy bardziej przyzwyczajenie - pasterkę w 69. Lokalu, w którym wychowały się pokolenia już chyba inteligencji i żulerii, zawodowych piłkarzy i księgowych, emigrantów i dupków. Były zmiany wystroju; konsystencji twarzy niektórych; grawitacji; osób za barem i przed barem. Były szanty (za co?); żuberki; potańcówy; mecze (cholerne Polska - Niemcy); ploty; miłości; upadki z krzeseł i pozycji stojącej; chodzenie za śmietnik na rowery; uprzykrzanie sobie życia i mało miejsca; koncerty; darty w skroń od nauczycieli z liceum; siedzenia bez oparć; czarny mały kot i raz ktoś mi kiedyś skoczył na głowę nawet… Było Faith No More, Dave Matthew’s Band, Kult, Iron Maiden (kolejny raz… za co?), muzyka z ‘Bandyty’, The Killers, ale i Fischerspooner, Chemical Brothers, Elbow i co sobie człowiek zamarzył. Wszystko to i wiele więcej w Goleniowie, w miejscu, które trudno było znaleźć postronnym, a łatwo miejscowym w potrzebie.
Melancholia do granic. W tę sobotę 69 kończy działalność. Powody są tutaj mało istotne i w sumie niczyja to sprawa. Pewne jest, że Goleniów może i nie traci ośrodka kultury, nie będzie pikiet i manifestacji w obronie ‘jedynego takiego miejsca’ (nawet jeśli to było jedyne takie miejsce), ale na pewno nie będzie gdzie się napić i spotkać. I nawet gdy człowiek w żartach, choć i poważnie mówił sobie, żeby tylko nie siedzieć w tym samym miejscu za 10 lat, to… Na jedno bym z chęcią skoczył jeszcze kiedyś. Pozostanie nam wszystkim dresiarnia; lokal, który się otwiera od roku i śmierdzi rockiem progresywnym na kilometr; zjęczała speluna niedaleko samego 69; lokal dla wszystkich, nikogo nad rzeką, gdzie toalety zaprojektował ktoś, komu się spieszyło i… i koniec, kebab?
Sobota będzie stała więc pod znakiem ostatniego picia w Goleniowie, takiego picia i takiego spotkania. Pewnie będzie średnio, drzwi się nie domkną, testosteron wyleje i jak to w małych miastach pełno będzie ludzi, którzy tylko psują wieczór swoimi kwaśnymi mordami. Trudno będzie powtórzyć każdą rytualną głupotę ostatni raz i napić się z każdym z kim chciałoby się jeszcze w tym miejscu. Nad ranem na ulice Goleniowa wyleją się świeże sieroty życia towarzyskiego i będzie po wszystkim.
Tak jak jeden wieczór to za mało, żeby zakończyć rok, tak ta sobota to za mało, żeby zostawić 69. Zostawić ‘Norę’. Na pogłębienie stanu przygnębionego mieszkańców 69, to co mi się będzie kojarzyć muzycznie, chyba najbardziej to: http://pl.youtube.com/watch?v=PFYU0m3617E
Kurwa, nienawidzę tego małego ‘pl’ co mi bez ostrzeżenia wskakuje przed adres…
A ilustracje ilustracjami…
Z perspektywy bocznej zupełnie człowieka prowincji. Nie taka Warszawa zła jak ją w gazecie niedawno opisali.
Było śmiesznie, alkoholowo i żetonowo. Panie zazdrościły panom o wiele szybciej poruszającej się kolejki do toalety. Na parkiecie znani pisarze gubili prawie garderobę, tworzyły się piramidy z torebek. Od pewnej godziny zdawało się, że faceci z kasyna zaczęli węszyć przy darmowych barach i wokół koleżanek z Camela w ich dziwnych obrusowatych uniformach. Panie reprezentujące tabletki na kaca jakoś dziwnie bardzo sobie upodobały moją i mej towarzyszki osoby, że niby ze wsi to przesadzą? Nie przesadziliśmy, nawet jeśli widziano nas w windzie jeżdżacych w tę i z powrotem w poszukiwaniu szatni razy kilka. Parcia na szkło u siebie nie odnotowałem i gdy kamera decydowała się nas objąć uciekałem wzrokiem w miejsca, które były bez sensu. Widziałem wszystkich sprawców i władców magazynowego rodzeństwa Valkea, taniec ochroniarza o dziwnych oczach i piknik na dywanie. Drinki były cudne, a śledź norweski, jak ja nienawidzę śledzia. Na koniec taksówkarz ‘mój boże nigdy mi się to nie zdarzyło’ nie włączył licznika. W hostelu jeszcze nie spali i zostawiłem ręcznik, a w łazience coś wyło. Do następnego roku z większą ilością toalet.



